
Uff! Pierwszy festiwalowy dzień za nami…kto był, ten wie, że atmosfera była gorrrąca! Najlepszy temu wyraz dał Marcin Wrona, prowadząc swoje warsztaty w koszulce z krótkim rękawem(!). Początki nie były łatwe, ale zawsze, gdzieś blisko, tuż, tuż, można było natknąć się na pomocną dłoń. Kubek gorącej herbaty stawał się wyrazem najgłębszego ludzkiego miłosierdzia, albowiem WFF nie należy do najcieplejszych budynków we Wrocławiu, zwłaszcza o tej porze roku. Jednakże uczestnikom warsztatów i pokazów filmowych nie straszna była niska temperatura- zawsze można się przytulić do miłej sąsiadki, tudzież sąsiada;) Wolontariusze dwoili się i troili, niektórzy niemalże chodzili po ścianach, abyście mogli cieszyć swoje oczy a to grafiką, a to misternie przyklejonymi plakatami. Jak na każdej tego typu imprezie musieliśmy się zmierzyć z paroma technicznymi problemami, które jednak szybko zostały opanowane. Żaden kabelek nie będzie nam tu niweczył planów! Na szczęście, wasza cierpliwość nie zna granic, za co serdecznie dziękujemy. I tak oto, z tarczą powracamy do swych domów, kołysani jeszcze dźwiękami, które wyczarował dzisiejszego wieczoru Romek Rege. I już czeka na nas sen, łaskawy…niech nas otuli cieplutko, bo jutro kolejny dzień pełen wrażeń!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz